Z dużym zapałem przeszukiwałem strony internetowe startujących partii z zamiarem znalezienia informacji, który ze startujących kandydatów(ek) do Parlamentu jest zainteresowany ochroną środowiska lub kto chciałby się tym zająć w przyszłej kadencji. Niestety ale nie znalazłem ani jednej osoby, która wpisałaby to w swoich zainteresowaniach. Być może są takie osoby ale ja jakoś nie miałem szczęścia.
Uświadomiłem sobie wtedy, że tak naprawdę sprawy ochrony środowiska dla większości naszych polityków są drugorzędne aby nie powiedzieć trzeciorzędne. Ochrona środowiska to tylko puste hasła rzucane na wiatr. Dla większości z nich ochrona ta zaczyna i kończy się na pielęgnacji trawnika pod domem lub zakupem jakiegoś produktu z napisem ”eko” na opakowaniu. Ich świat zamyka się w takich działaniach, które dałyby szansę przesiedzieć kolejne 4 lata na Wiejskiej. Zresztą takie podejście reprezentują dane osoby przez cały czas a nie tylko w okresie przedwyborczym. Najlepszym przykładem jakie podejście mają politycy do ochrony środowiska jest temat Parków Narodowych. Niemal wszyscy z nich na pytanie czy chcieliby aby powiększyć Białowieski Park Narodowy lub powołać nowe (czyt. Mazurski i Jurajski) odpowiedzą, że TAK, zapominając jakoś, że przeszło 200 tys. osób podpisało się pod projektem zmian w Ustawie Prawo ochrony środowiska, który dałby możliwość powiększania i powoływania takich Parków bez zgody poszczególnych gmin. Projekt ugrzązł na dobre u Marszałka i jakoś nie widać aby ktoś sobie o nim szybko przypomniał.
Jeszcze lepszym przykładem są elektrownie atomowe. Czy słyszał ktoś w ciągu ostatniego miesiąca aby jakikolwiek polityk o nich mówił? Oczywiście, że nie, bo to teraz temat tabu. Mniej więcej połowa społeczeństwa chciałaby takiej elektrowni, druga nie chciałaby. I jak tu teraz nie podpaść jednej z nich? Przecież jak powiem, że chciałbym takiej elektrowni to stracę połowę potencjalnych głosów. Jak odpowiem negatywnie to też stracę. Dlatego na takie pytanie każdy z nich kluczy, mówi coś ogólnie o planach, badaniach itd.
Inne przykłady? Proszę bardzo – infrastruktura. Wpierw Parlament tworzy takie prawo, które umożliwia wnoszenie sprzeciwów, odwoływania się, konsultacji społecznych, nakaz budowania przejść dla zwierząt (i bardzo dobrze!) itp., a potem wszyscy są zdziwieni i niemal oburzeni, że ci „źli” ekolodzy blokują budowę np. obwodnicy bo rosną tam jakieś „śmieszne” roślinki lub skaczą „dziwne” żabki.
Takich przykładów można by podawać więcej lecz nie w tym rzecz. To pokazuje tylko jedno - że ochrona środowiska dla większości z nich jest jak ładna dziewczyna na plakacie wyborczym – ładnym kwiatkiem, który po wyborach i tak wyrzucą bo jest już im nie potrzebny.
PS Po raz kolejny zagłosuję na mniejsze zło lub przeciwko komuś 






